Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nalewki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nalewki. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca 2018

Ratafia z czerwonych owoców

Zanim przejdę do przepisu, to chciałabym Was zaprosić na stronę Charytatywni Allegro(klik), gdzie odbywają się aukcje prac moich i moich blogowych Przyjaciółek, a zbieramy na turnus rehabilitacyjny dla mojej córki- nie dostałyśmy dofinansowania, a jak wiecie koszty nie są małe:)
Zapraszam serdecznie, może znajdziecie coś dla siebie:)

Jak wiecie niespecjalnie przepadam za alkoholem, ale nie żebym była całkowitą abstynentką.
Przy większych okolicznościach, czy spotkaniach rodzinnych lampkę winę wypiję, ale częściej sięgnę po piwo, szczególnie cytrynowe;D
Lubię też nalewki, ale one są już od wielkiego święta i tak też często je robię:)
Podałam już przepis na szybką nalewkę truskawkową (klik)- ciągle nr1 w naszej babskiej części rodziny
a dzisiaj przyszedł czas na nalewkę długoterminową.
Nawet bardzo długoterminową, bo jej przygotowanie zaczęłam rok temu, a zaserwowałam w ubiegłym tygodniu, czyli rok dojrzewania mamy za sobą:)
Ratafia jest z samych czerwonych owoców- truskawek, poziomek, malin, czereśni, wiśni, czerwonej porzeczki- dodawana partiami i w szczycie dojrzewania, takie najbardziej czerwone owoce wybierałam, bo są najbardziej słodkie, a co za sobą niesie potrzebują mniej cukru.
Oczywiście przy ostatniej partii można dosłodzić- to już wasza decyzja jak bardzo słodką chcecie
Użyłam też wódki ( nazwa kojarzona z zupą) w prostokątnej butelce- tą znamy i nie mamy nieprzyjemnych objawów, ale tak jak zawsze mówię: używamy tego co sami lubimy, bo przecież gusta są różne i o nich się nie dyskutuje.
Nalewka co roku wychodzi inna, a to wszystko za sprawą owoców, ich smaku i słodkości, które co roku potrafią być inne
Zdjęć z czasów produkcji tym razem nie będzie, bo gdzieś się ulotniły:) a i jeszcze jedno- gdybyście próbowali nalewkę zaraz po zlaniu i doszli do wniosku, ze wam nie smakuje- to ją zamknijcie w ciemnym miejscu i zapomnijcie o niej na kilka miesięcy-  ja tak miałam i o mały figiel bym ją wylała, dobrze, ze moja natura na to nie pozwoliła i pomyślałam, ze po odparowaniu % będę miała do ciasta, tak też miałam zrobić w ubiegły tygodniu, przy okazji pieczenia tortu dla Teściowej, dobrze że ja wcześniej spróbowałam:)
Ok wstęp długawy, ale cała reszta jest tak krótka, że trzeba było trochę wyjaśnić.
Polecam od święta oczywiście i na poprawienie trawienia:)


Składniki
potrzebujemy po pół kilograma owoców - truskawek, poziomek, malin, czerwonej porzeczki, czereśni i w śni( wydrylowanych),
Wódki tyle, by owoce były za każdym razem przykryte
3-4 łyżki cukru na każdą porcję owoców



Owoce myję, odsączam dokładnie na sitku, wkładam do dużego 5 litrowego słoja, zasypuję 3-4 łyżkami cukru, zalewam alkoholem, mieszam delikatnie i odstawiam do czasu aż dojrzeją kolejne owoce.
Po dodaniu ostatnich owoców ( u mnie to wiśnie)  sprawdzam stan słodkości ( jak trzeba to dosładzam) odstawiam słój w ciemne miejsce na 3 miesiące, po czym odcedzam owoce.
Następnie naleweczkę przelewam przez filtry do kawy ( wymieniam w razie potrzeby, bo wiadomo, ze nie są zbyt trwałe), przelewam do butelek i odstawiam w ciemne miejsce ( barek;)
Jak już wspominałam degustacja u nas przypadła po roku, czyli nalewka stała około 9 miesięcy, ale z tego co wiem, to wystarczą 2 miesiące
Na zdrowie kochani :)

1 lipca 2015

Błyskawiczna nalewka truskawkowa

Przepis ten wraz z załącznikiem dostałam od Mamy i powiem Wam CUDO!
nie dość, że ekspresowo się ją przygotowuje to i smakuje bajecznie:)
Co prawda sezon na truskawki sie już kończy, ale koniecznie wypróbujcie
Polecam szczególnie na babskie pogaduszki,
Jak widać na poniższych zdjęciach degustacja o mało nie zakończyła sie brakiem zdjęć głównego bohatera:D



Składniki:

1,20 kg truskawek
0,8 litra wódki
600g cukru
łyżeczka kwasku cytrynowego
szklanka wody

Truskawki myjemy i pozwalamy im okapać z wody.
Usuwamy szypułki.

Owoce układamy w słoju i zalewamy alkoholem- przykrywamy i odstawiamy na 24 godziny w ciepłe miejsce ( w ciągu dnia możemy wystawić nawet na słońce)
Po tym czasie całość zlewamy na sitko wyłożone złożoną  gazą i odcedzamy a owoce dodatkowo wyciskamy.

Wodę zagotowujemy z cukrem:
i tu są dwie opcje:
1/ jeżeli wolicie słabsze nalewki to do gorącego syropu  wlewamy nalewkę i dodajemy kwasek cytrynowy.
Całość przelewamy do butelek i studzimy.
2/ mocniejsza z zachowaniem wszystkich %- do gorącego syropu dodajemy kwasek cytrynowy, studzimy całość i dopiero dodajemy wódkę, potem  przelewamy do butelek
Przechowujemy w ciepłym ale ciemnym miejscu.
 Od razu zaznaczę że my robiłyśmy wersje pierwszą:)

28 września 2014

Nalewka ananasowa

Zanim przejdę do rzeczy, to mam pytanie do Was- mam problem z odczytaniem powiadomień googlowskich
nazbierało się ich kilkanaście, a okienko mi się nie otwiera. Też tak macie, czy tylko u mnie coś szwankuje?
No dobra, teraz już przechodzę do przepisu.
Otóż, kupiłam kiedyś ananasa i nie wiedziałam co z niego zrobić:) ochota na  deser, o którym myślałam przy kupnie minął równie szybko jak sie przyplątał. No cóż, często tak mam, ale wyrzucić nie wolno.
Na pytanie co z nim zrobić, mama odpowiedziała nalewkę.
Ok, ale ja raczej niepijąca jestem i co? zrobiłam, pierwszą w moim życiu, czy ostatnią, nie wiem, zobaczę jak/ czy wypijemy. 
Zrobiłam na wódce, choć przepis od mamy mówi o spirytusie- i dobrze, bo choć wygląda zachęcająco,  jak dla mnie ciut za mocna. Nalewkę nastawiłam 21 sierpnia, zlałam po 5 tygodniach i już jest bardzo aromatyczna, z mocno wyczuwalnym ananasem:)





Składniki:
1 ananas
1/2 szklanki cukru
 1 szklanka wody
1/2 szklanki soku pomarańczowego ( wyciśnięty z pomarańcz, nie kupiony)
300ml wódki ( u mnie Krupnik)

Ananasa obieram i pozbywam środka, kroję  na centymetrowe plasterki.
Wodę zagotowuję razem  z cukrem i do wrzątku dodaje plastry ananasa- całość gotuje 10 minut.
Można odłożyć 3 plastry, tak jak zrobiłam to ja, lub zmiksować całość na papkę.


Bardzo dokładnie odcedzam na sitku i studzę.


Do zimnego wywaru wlewam wódkę, przelewam  razem z plastrami ananasa do  słoika,  szczelnie zakręcam i odstawiam do ciemnego i zimnego miejsca
Minimum to 4 tygodnie, ale najlepiej na 6, ja zlałam po 5- tak dla przekory, ale też już chciałam sie dowiedzieć jak wyszło:)
Potem degustujemy:) smacznego:)