Google+ Followers

29 czerwca 2016

Frużelina czereśniowa ze stewią

Robiłam do tej pory tylko frużelinę  truskawkową, tym razem postanowiłam zrobić z czereśni.
W zimie do deserów będzie idealna.
Od początku sugerowałam się tym(klik) przepisem, jednak postanowiłam nieco poeksperymentować.
Zamiast cukru dodałam wyciąg ze stewi, którą uprawiam od kilku lat.
Dodawałam ją już do kompotu z truskawek i nic się nie popsuło i było wystarczająco słodkie.
Stewię już można kupić w sklepach, trzeba się tylko do niej przekonać, ale na prawdę warto :)
Wykorzystałam ubiegłoroczny susz, świeżej trzeba będzie dodać nieco więcej.


Składniki:
2 kg wydrylowanej czereśni
10g suszonych liści stewi
6 szklanek wody
1 duża cytryna
40 g żelatyny
6 łyżeczek mąki ziemniaczanej


Żelatynę mieszam z wodą- około 1/3 szklanki, odstawiam do napęcznienia,potem podgrzewam do rozpuszczenia, ale nie gotuję.
Mąkę ziemniaczaną rozpuszczam w 1/3 szklanki wody.
Cytrynę,  myję, przelewam wrzątkiem i ścieram skórkę.
Stewię zalewam 2 szklankami wody, dodaje cytrynę pokrojoną w plasterki i gotuję na małym ogniu przez 10 minut.
Woda odparuje i ściemnieje- odcedzam

.
Czereśnie przekładam do garnka, zalewam pozostałą wodą, dodaję skórkę z cytryny i wywar ze stewi.
Gotuję na małym ogniu około 10 minut. nie mieszam, jedynie potrząsam garnkiem.
Czas gotowania zależy od owoców- musicie spróbować czy nie są w środku jeszcze surowe, ale myślę że te 10 minut w zupełności wystarczy.
Wlewam rozrobioną mąką ziemniaczaną i gotuję minutkę, żeby mąka straciła swoją surowość.
Dodajemy żelatynę i delikatnie mieszamy do połączenia z kisielem czereśniowym, ale juz nie gotuję

Frużelinę przekładam do wyparzonych słoików, dokładnie zakręcam i od razu pasteryzuję w gorącej wodzie 10-15 minut w zależności od słoików.



13 komentarzy:

  1. Wyglada bardzo smakowicie:) O stewii słyszałam, ale jeszcze nie próbowałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mniam pyszności kochana, oj zjadłabym taką frużelinkę ze świeżą bułą :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tego typu deseru i nigdy nie robiłam ale wygląda smakowicie

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzieś kiedys słyszałam te nazwę, ale nie umiałabym jej przyporządkować. Stewia, teraz już wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja robiłam wiśniową. Ale Reniu jaką by się nie zrobiło jest pyszna i zawsze do deserów się przydaje. Musze tez o tej czereśniowej pomyśleć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Za mną chodzi wiśniowa właśnie, ale to jeszcze trochę czasu. Przydałaby się do naleśników, bo junior ostatnio na okrągło zamawia naleśniki na obiad :)

    OdpowiedzUsuń
  7. też jeszcze nigdy czereśniowej nie robiłam! zawsze truskawkowa, lub malinowa :)
    Mmmm.. zjadłabym na takiej kromce świeżego chleba :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też używam stewci dobra jest. To już wiem gdzie się udam po wsparcie do deserów :) Buziole

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie robiłam swojej frużeliny, a to przecież idealny dodatek poza sezonem. Muszę to nadrobić, zwłaszcza że sezon napawa mnie chęcią do pracy nad przetworami :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja swoją frużelinę zrobiłam dzisiaj, ale bez cukru i innych zamienników, bo miałam wyjątkowo słodkie czereśnie. w zimę jak znalazł :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Naprawdę jesteśmy bardzo ciekawe jak taka frużelina z domową stewią smakuje :P Bardzo fajny pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo pięknie i smacznie wygląda. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

witaj, będzie mi bardzo miło gdy zostawisz ślad po sobie:)